KURIER
Oporność polityków na problemy przedsiębiorców
Obejmując funkcję Wiceprezydenta Pomorskiej Izby Przemysłowo-Handlowej podkreślałem, iż będę starał się poruszać istotne dla przedsiębiorców problemy. W trakcie ostatnich kilkunastu miesięcy starałem się wyłuszczać te sprawy, które hamują rozwój przedsiębiorczości, wręcz przeszkadzają jej w swobodnym funkcjonowaniu i tworzeniu bogactwa kraju Obejmując funkcję Wiceprezydenta Pomorskiej Izby Przemysłowo-Handlowej podkreślałem, iż będę starał się poruszać istotne dla przedsiębiorców problemy. W trakcie ostatnich kilkunastu miesięcy starałem się wyłuszczać te sprawy, które hamują rozwój przedsiębiorczości, wręcz przeszkadzają jej w swobodnym funkcjonowaniu i tworzeniu bogactwa kraju. Na łamach "Kuriera" oraz lokalnej prasy wielokroć podkreślałem znaczenie sektora MSP dla gospodarki całego kraju. Myślę, że warto w tym miejscu choćby wspomnieć niektóre z tematów przeze mnie poruszanych. W ubiegłym roku w "Kurierze" podjąłem temat nowelizacji prawa budowlanego oraz obrotu fakturami i jego konsekwencji podatkowych. W sprawie kwestii tzw. preferencji lokalnych w ustawie o zamówieniach publicznych kierowałem pismo do Marszałka Sejmu RP. Również mocno akcentowałem niekorzystne zmiany w Ordynacji Podatkowej, które weszły w życie od początku bieżącego roku. Ponadto, pisałem m. in. o: podatku VAT w eksporcie, działalności organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi.
Wskazane tematy to tylko wycinki z życia każdego przedsiębiorcy. Jakkolwiek, gdy nałożymy je wszystkie na siebie, to okaże się, że tworzą one znaczące bariery dla przedsiębiorczości, dla niektórych nieprzekraczalne. Jako przedsiębiorca i członek izby gospodarczej, uważam, iż rola samorządu gospodarczego w kreowaniu przepisów prawnych regulujących działalność jest pierwszoplanowa. Zresztą inaczej być nie może. Obiektywne zdanie można wyprowadzić tylko po zapoznaniu się z opiniami obu stron. Niestety muszę stwierdzić, że aktualnie konsultacyjna rola izb gospodarczych jest traktowana po macoszemu.
Patrząc na codzienny bieg życia (gospodarczego), rozmawiając z kontrahentami oraz ze zwykłymi ludźmi nabieram coraz większego przekonania, iż jesteśmy– przedsiębiorcy, obywatele - narzędziem służącym zapełnieniu kasy państwowej. Nie jesteśmy podmiotami, autonomicznymi jednostkami, a przedmiotem służącym celowi nadrzędnemu, tj. zapchaniu powiększającej dziury budżetowej. Bardzo marnie wyglądają wszelkie próby, zapowiedzi, plany władz centralnych zmierzające ku polepszeniu sytuacji przedsiębiorców. Mam tutaj na myśli głównie sektor MSP, ponieważ duże firmy zawsze sobie jakoś poradzą, a jak już doświadczyliśmy, nawet te prywatne (!) mogą otrzymać pomoc od państwa. Wpierw zawsze jest konferencja prasowa i szumne zapowiedzi poprawy bytu wszystkich, także Skarbu Państwa. Po "konstruktywnych" poprawkach polityków powstaje twór, z którego korzyść odnosi tylko Skarb Państwa. Przykład otrzymaliśmy w ostatnich dniach, kiedy to ze strony rządowej nadeszły wypowiedzi, że podatek dla przedsiębiorców rozliczających się według PIT pozostanie na zasadach obecnych (19%, 30%, 40%). Jeszcze kilka tygodni wcześniej przedstawiciele rządu deklarowali jedna stawkę dla wszystkich przedsiębiorców (zarówno rozliczających się według PIT i CIT). Dzisiaj już wiemy, iż było to mydlenie oczu i, że jedną 19-procentową stawkę podatkową otrzymają prawdopodobnie przedsiębiorcy – osoby prawne (CIT-owcy). Stało się dokładnie tak jak opisałem powyżej: wielkie szum medialny, z którego sektor MSP (w dużej większości PIT-owcy) nic nie zyska.
Pakiet rozwiązań prawnych, w którym jednym z elementów jest przedsiębiorczość
to fakt jedynie medialny. Rzeczywistość to ciągłe wzrastające koszty działalności, trudności w uzyskaniu kredytów, to także strach dużej rzeszy przedsiębiorców przed nadejściem magicznej daty 1 maja 2004 roku.
Koszty działalności spędzają sen z powiek przedsiębiorcom. Przedsiębiorca kieruje się prostym rachunkiem ekonomicznym, chce osiągnąć jak największy zysk. W aktualnej sytuacji, nazwijmy ją prawno - gospodarczą, wypracowanie takowego to praca syzyfowa. Wszystkie wygenerowane w trudzie pieniądze są zabierane przez wszechogarniający system podatkowy. Regulacje odnoszące się do podatku VAT to swoiste kredytowanie Skarbu Państwa przez przedsiębiorców. Olbrzymie zatory w płatnościach sprawiają, iż obowiązek podatkowy powstaje dla przedsiębiorcy daleko wcześniej aniżeli otrzyma gotówkę od swojego kontrahenta. To tylko jeden, ewidentny przykład z kwestii podatkowych, kiedy to państwo jest "dożywiane" przez nas (w tym temacie wypowiadałem się szerzej w artykule "Polska niesubordynacja podatkowa"). Małego przedsiębiorcę dobijają także stałe koszty związane z opłatami za media, dodajmy stale wzrastające, a dla przedsiębiorców ze stawkami szczególnymi – oczywiście wyższymi. Opłaty za energię elektryczną traktuje się niczym obowiązek społeczny wobec państwa. Różnicuje się stawki jakby to miał być jakiś rodzaj podatku. Tylko jedno pytanie w tej materii: czym właściwie różni się energia elektryczna zużywana przez przedsiębiorcę od tej zużywanej przez zwykłego obywatela lub przez - dajmy na to – urząd miasta. Założenie, że przedsiębiorca ma więcej pieniędzy, toteż może (musi) płacić więcej jest od samego początku nieprawdziwe i niesprawiedliwe.
1 maja 2004 polska stanie się członkiem Unii Europejskiej. Polski przedsiębiorca stanie naprzeciw konkurentom z zachodu. Szanse polskiego przedsiębiorcy w gronie europejskim widzę jednak marnie. Wszyscy to widzimy i dlatego ogarnia nas spory niepokój. Oponenci powiedzą: ‘mieliście Panowie dużo czasu na to, aby się odpowiednio przygotować’. Zgadza się, czas był. Tylko, że polski przedsiębiorca czas ów marnował na walkę o swój byt w realiach krajowych. Realia europejskie były i nadal są przeciętnemu polskiemu przedsiębiorcy nieznane. Nie stworzone zostały mechanizmy, które pozwoliłyby nawet zastanowić się nad konsekwencjami wstąpienia w struktury europejskie. Wygląda to tak jak gdyby komuś w ogóle nie zależało na silnym polskim biznesie. Zamiast stopniowego rozluźniania pętli wokół przedsiębiorców, zamiast dania mu możliwość wzbogacenia się przed trudna konkurencja europejską, zamiast jakichkolwiek konkretnych działań dla sektora MSP, polski przedsiębiorca otrzyma terapie szokową, brak okresów przejściowych w przeważającej ilości płaszczyzn życia gospodarczego.
Większość przedstawionych powyżej refleksji to fakty łatwo dostrzegalne i oczywiste. Jakoś jednak interes sektora MSP, mimo powszechnej aprobaty i zrozumienia jego problemów, zawsze gdzieś umyka. Z racji, iż sam jestem przedsiębiorcą oraz z tytułu przyjętych na siebie obowiązków w ramach samorządu gospodarczego, czuje się zobowiązany permanentnie te problemy wyłuszczać. Tym czasem mamy sezon letni i, jak co roku, w TVP przedstawiane są statystyki o spadku bezrobocia oraz o tym, że niedługo nasza gospodarka znacznie przyspieszy. Ciągle powtarzane są frazy o wsparciu przedsiębiorców przez państwo. Chciałbym mieć nadzieję, iż to wszystko nie jest tylko "nabijaniem w butelkę". Męczące jest ciągłe narzekanie. Wszyscy oczekujemy zmian na lepsze. Doświadczenie nasze podpowiada, aby poczekać jednak na konkretne działania. Przedsiębiorcy oczekują ich z utęsknieniem Andrzej Czernomord Wiceprezydent PIPH |