KURIER 9 - 10 1999

SKUTECZNIE LOBBOWAC MSR.
Rozmowa z Jerzym Budnikiem, posłem na Sejm RP

-    Czy  mógłby  Pan  przedstawić  się  czytelnikom  "Kuriera"?
-  Proszę  bardzo.  Mam  48  lat.  Pochodzę  z  rodziny  o  tradycjach  rzemieślniczych.  Od  urodzenia  jestem  mieszkańcem  Wejherowa.  W  latach  1990-98  bytem  prezydentem  tego  miasta.  Przed  objęciem  funkcji  krótko  sam  prowadziłem  zakład  stolarski.  Jestem  absolwentem  Wydziału  Prawa  i  Administracji  Uniwersytetu  Gdańskiego.  Jestem  żonaty,  mam  3  dzieci  -  uczniów  wejherowskiego  LO,  żona  jest  lekarzem  -  pneumologiem.  Obecnie  jestem  posłem  zawodowym,  członkiem  Komisji  Małych  i  Średnich  Przedsiębiorstw  oraz  Komisji  Kultury  Fizycznej  i  Turystyki,  a  także  radnym  Sejmiku  Województwa  Pomorskiego  -  członkiem  Komisji  Polityki  Gospodarczej  i  Komisji  Rozwoju  i  Polityki  Przestrzennej.  Wszystkich  organizacji,  do  których  należę,  nie  będę  -  ze  zrozumiałych  względów  .-  tu  wymieniał.  Dodam  tylko,  że  należę  do  Stronnictwa  Konserwatywno-Ludowego. 
-  Co  sądzi  Pan  na  temat  sytuacji  małych  i  średnich  przedsiębiorstw  w  Polsce?
-  Nie  ma  prostej  odpowiedzi  na  tak  postawione  pytanie.  Sytuacji  MSP  nie  można  rozpatrywać  w  oderwaniu  od  ogólnej  sytuacji  gospodarczej  kraju,  a  ta  jest  trudna  do  zdefiniowania.  Wskaźniki  makroekonomiczne  co  prawda  nie  są  złe  i  to  raczej  podkreślają  eksperci  Banku  Światowego  i  wielu  renomowanych  instytucji  międzynarodowych  wskazując  -  nie  bez  racji  -  że  polska  gospodarka  jest  najbardziej  odporna  na  różne  wstrząsy  zewnętrzne  z  wszystkich  gospodarek  państw,  które  wyszły  z  socjalizmu.  Z  drugiej  strony,  i  to  jest  też  prawdziwe  stwierdzenie,  mamy  od  pewnego  czasu  do  czynienia  z  osłabieniem  tempa  wzrostu  gospodarczego,  co  nie  może  nie  odbić  się  na  kondycji  ekonomicznej    MSP.  Zdaję  sobie  sprawę  z  tego,  że  kondycja  wielu  z  nich  jest  nie  najlepsza,  a  -  co  za  tym  idzie  -  ich  przyszłość  jest  niepewna.
-  Jakie  zmiany  legislacyjne  należałoby,  zdaniem  Pana,  wprowadzić,  aby  pomóc  w  rozwoju  MSP?
-  Wiele  rzeczy  jest  do  zrobienia  w  sferze  legislacji  -  chociażby  zmiana  systemu  podatkowego.  Przedsiębiorcy,  zresztą  słusznie,  zarzucają  mu  zbytni  fiskalizm,  nadmierne  skomplikowanie,  niejasność  przepisów  podatkowych
i  jego  niestabilność.  Zmiany,  które  proponuje  rząd,  idą  w  kierunku  stopniowego  (bo  jednym  cięciem  z  dnia  na  dzień  tego  zrobić  się  nie  da)  wyeliminowania  wszystkich  uciążliwości  obecnego  systemu  podatkowego.  Szczególnie  ważna  dla  przedsiębiorców  jest  propozycja  obniżenia  już  od  1  stycznia  2000  roku  stawki  podatku  dochodowego  od  osób  prawnych  do  30%,  a  docelowo  w  2004  do  poziomu  22%.  Poprawić  także  trzeba  Kodeks  Pracy.  Przedsiębiorcy  nie  bez  racji  podkreślają,  że  zachwiana  została  i  to  zdecydowanie,  równowaga  praw  pracodawcy  i  pracownika  na  korzyść  tego  ostatniego,  a  wiele  przepisów  nie  przystaje  do  obecnej  rzeczywistości.  Zatrzymałem  się  na  podatkach  i  prawie  pracy,  bo  tu  jest  najwięcej  do  zrobienia  i  teoretycznie  można  to  zrobić  najszybciej  i  -co  ważne  -  ponad  podziałami  politycznymi.  Zresztą  polityki  w  gospodarce  powinno  być  jak  najmniej,  chociaż  zupełnie  tych  dwóch  sfer  oddzielić  się  pewnie  nigdy  nie  uda  (nie  udaje  się  tego  zrobić  nawet  w  trwalszych  i  bardziej  okrzepłych  niż  nasza  demokracjach).  W  sprawie  żywo  interesującej  środowisko  przedsiębiorców  -  nowej  ustawy  o  samorządzie  gospodarczym,  też  dobrze  byłoby  porozumieć  się  ponad  podziałami.  Byłaby  ona  wtedy  trwała  i  stabilna,  a  właśnie  o  to  przedsiębiorcom  chodzi.
-  Nad  czym  obecnie  pracuje  Sejmowa  Komisja  ds.  MSP?
-    Muszę  przyznać,  że  Komisja  pracuje  bardzo  intensywnie.  Niedawno  skończyła  prace  nad  od  dawna  oczekiwaną  ustawą
-    prawo  działalności  gospodarczej.  To  bardzo  ważna  ustawa,  zastępująca  tę  z  czasów  rządu  Rakowskiego.  Jednym  z  jej  najważniejszych  wyróżników  jest  odejście  od  nielubianych  przez  przedsiębiorców,  bo  uznaniowych  koncesji,  które  poza  nielicznymi  już  teraz  wypadkami  zastąpione  zostaną  prostymi  i  łatwiejszymi  do  uzyskania  zezwoleniami.  W  tej  chwili  trwają  w  Komisji  (wspólnie  z  dwiema  innymi  Komisjami)  prace  nad  inną,  bardzo  ważną  ustawą-  prawo  własności  przemysłowej,  która  reguluje  m.in.  sprawę  znaków  towarowych,  praw  wynalazców  i  racjonalizotorów,  patentów  itd.,  itd.
-  Jakie  korzyści  i  jakie  zagrożenia  dla  MSP  niesie  ze  sobą  przystąpienie  Polski  do  Unii  Europejskiej?
-  Ja  wolę  akcentować  korzyści,  chociaż  o  potencjalnych  zagrożeniach  też  nie  wolno  milczeć,  chociażby  po  to,  by  je  zawczasu  wyeliminować.  Wracając  do  korzyści,  to  trzeba  zwrócić  uwagę  na  ułatwiony  dostęp  do  nowoczesnych  technologii,  a  przede  wszystkim  do  europejskich  rynków  zbytu.  Brak  chłonnego,  stabilnego  rynku  zbytu,  to  przecież  jedna  z  najważniejszych  dziś  barier  rozwojowych  polskiej  gospodarki.  Gdy  dyskutuję  o  zagrożeniach,  to  słyszę  najczęściej  obawy  o  wyparcie  z  naszego  rynku  polskich  przedsiębiorców  przez  zagraniczne  firmy.  Tak  jednak  nie  musi  być,  jeżeli  polscy  przedsiębiorcy  odpowiednio  wcześniej  przygotują  się  na  spotkanie  z  zagraniczną  konkurencją.
-  Co  powinni  zrobić  w  okresie  przed-akcesyjnym  polscy  przedsiębiorcy,  aby  wspomnianych  zagrożeń  uniknąć?
-    Powinni  przede  wszystkim  doskonalić  kwalifikacje,  podnieść  jakość  i  obniżyć  koszty.  Oczywiście  to  się  tak  dobrze  mówi,  ale  innego  wyjścia  nie  ma.  Koszty  to  nie  tylko  większa  wydajność,  nowoczesne  technologie,  lepsza  organizacja
-  to  zależy  od  samych  przedsiębiorców,  ale  także  mniejsze  obciążenia  podatkowe,  ZUS-owskie,  tańsze  prorozwojowe  kredyty,  korzystniejszy  system  gwarancji  i  odpisów  amortyzacyjnych,  skuteczniejsza  promocja  rodzimej  przedsiębiorczości.  To  z  kolei  zależy  już  od  państwa  -rządu,  parlamentu,  ale  też  w  coraz  większym  stopniu  od  administracji  samorządowej  wszystkich  szczebli.
-    Co  Pan  osobiście  chciałby  zrobić  jako  poseł,  aby  zrealizować  postulaty,  o  których  Pan  wspomniał?
-  Skuteczniej  niż  dotychczas  lobbować  w  Sejmie  na  rzecz  MSP.  Cały  czas  pamiętam,  że  rekomendację  w  wyborach  do  Sejmu  otrzymałem  m.in.  od  Izby  Rzemieślniczej,  lokalnych  cechów  i  środowisk  przedsiębiorców  z  regionu  Kaszub.  To  mnie  zobowiązuje  do  tego,  by  w  Sejmie  być  reprezentantem  ich  spraw  i  interesów.  Trzeba  jednak  wyraźnie  powiedzieć,  że  sejmowa  Komisja  MSP  nie  jest  reprezentatywna  dla  całego  Sejmu.  Nie  chodzi  mi  o  parytety  polityczne,  te  są  w  niej  zachowane.  W  tej  Komisji  zdecydowaną  przewagę  mają  posłowie  wywodzący  się  ze  środowisk  gospodarczych  i  będący  z  nimi  w  stałym  kontakcie.  To  sprawia,  że  bez  względu  na  opcję  polityczną  rozumieją  oni  doskonale  oczekiwania  tych  środowisk  i  je  w  Komisji  popierają.  Ale  w  Sejmie  są  rozmaite  grupy  interesu.  Nie  jest  tajemnicą,  że  w  AWS  i  SLD  jest  silne  lobby  związkowe.  Z  posłami,  którzy  taką  wrażliwość  związkową  reprezentują,  trzeba  znaleźć  mądry  kompromis,  np.  w  sprawie  zmian  w  Kodeksie  Pracy.  Walka,  przekrzykiwanie  się  nic  nie  da.  Jeżeli  przepisy  są  nieżyciowe,  jeżeli  nakładają  na  pracodawcę  zbyt  duże  obowiązki  i  ciężary,  to  on  nie  będzie  rozwijał  swojej  działalności,  odwrotnie,  będzie  ją  ograniczał.  Czy  skutkiem  tego  nie  będzie  poszerzanie  się  tzw.  szarej  strefy?  Czy  w  wyniku  tego  nie  wzrośnie  bezrobocie?  To  kto  w  końcu  więcej  na  tym  straci?  Pracownicy  czy  pracodawcy?
-    Jak  ocenia  Pan  projekt  Ministerstwa  Gospodarki  dotyczący  polityki  rządu  wobec  MSP?
-    To  już  nie  projekt,  a  oficjalny  dokument  rządu.  Oceniam  go  dobrze.  To  miara  tego,  co  leży  w  finansowych  możliwościach  naszego  państwa.  Wiem,  że  dość  życzliwie  przyjęli  ten  dokument  sami  przedsiębiorcy.  Problem  w  tym,  by  znalazły  się  środki  w  budżecie  państwa  na  jego  realizację.  Jeśli  nie,  to  zostanie  on  zbiorem  pobożnych  życzeń,  martwym  dokumentem,  jakich  wiele  w  poprzednich  latach  powstało.  Oczywiście  nie  wszystkie  propozycje  rządu  leżą  w  sferze  finansów.  Nic  nie  kosztuje  szybkie  i  radykalne  odbiurokratyzowanie  gospodarki.  O  to,  by  sięgało  ono  bardzo  głęboko,  powinni  zawalczyć  także  sami  przedsiębiorcy.  Uważam,  że  Izby,  które  w  końcu  reprezentują  przedsiębiorców,  powinny  na  bieżąco  monitorować  realizację  rządowego  programu  a  tam,  gdzie  trzeba,  żądać  jego  modyfikacji.
-  Dziękuję  za  rozmowę.
wstecz  | do góry  | skomentuj artykuł  | spis artykułów  | spis numerów  | reklama  | strona główna PIPH  | drukuj  | administrator