KURIER 9 - 10 2000

MIASTO SUKCESÓW

Wywiad  z  Wojciechem  Szczurkiem,  prezydentem  Gdyni
-  Gdynia  jest  postrzegana  jako  miasto  które  odniosło  w  skali  krajowej  duży  sukces  gospodarczy.  W  czym  Pana  zdaniem  tkwił  klucz  do  tego  sukcesu  i  jakie  płyną  z  niego  korzyści  dla  przeciętnego  mieszkańca?
-  Jednym  z  aspektów  sukcesu  jest  niewątpliwie  duża  determinacja  władz  samorządowych.  Zapoczątkowana  w  latach  90.  polityka  świadomego  wspierania  zarówno  małych,  jak  i  dużych  podmiotów  gospodarczych  oraz  przygotowanie  gruntu  pod  wszelkiego  rodzaju  inwestycje  dało  efekty  w  postaci  zwiększonego  rozwoju  gospodarczego.  Porównując  parametry  z  innymi  miastami  w  Polsce,  Gdynia  bez  wątpienia  odniosła  sukces,  jednak  zdajemy  sobie  sprawę,  iż  jest  jeszcze  bardzo  wiele  do  zrobienia.  Rozwój  gospodarczy  to  również  świadoma  polityka  władz  samorządowych,  dlatego  nie  spoczywamy  na  laurach  w  dążeniu  do  coraz  lepszych  wyników.  Innym  czynnikiem  stymulującym  rozwój  jest  kapitał  ludzki.  Analizując  przypadek  Gdyni  należy  nawiązać  do  historii  miasta  lat  20.  i  30.,  kiedy  to  wiele  osób  przyjeżdżało  z  całego  kraju,  tutaj  właśnie  szukając  swojej  szansy  na  sukces.  Znaczna  część  z  nich  mieszka  nadal  w  Gdyni  wytwarzając  pozytywny  klimat  solidnej  pracy,  powodzenia  i  nowoczesności.  To  wyczuwa  się  w  mieście,  taki  klimat  wpływa  bardzo  pozytywnie  na  dynamikę  rozwoju  małych  i  dużych  podmiotów  gospodarczych.
-  Miasto  odniosło  sukces  w  Polsce,  a  co  według  Pana  może  u  progu  XXI  wieku  zapewnić  mu  miano  metropolii  europejskiej?
-  W  tej  kwestii  trzeba  wziąć  pod  uwagę  przede  wszystkim  proces  integracji  z  Unią  Europejską  i  dostosowanie  prawa  do  norm  europejskich.  To  zadanie  leży  w  rękach  państwa.  Miasto  jest  jednak  czynnikiem  wpływającym  na  pewne  procesy  w  skali  państwa.  Podniesienie  poziomu  gospodarczego  oraz  standardu  życia  mieszkańców  wpływa  na  wizerunek  miasta,  sprawia,  że  się  lepiej  rozwija.  Jesteśmy  świadomi  tego,  że  mądre  i  nowoczesne  miasto  inwestuje  w  oświatę,  także  po  to,  by  rozwijać  gospodarkę.  Podobnie  pomoc  społeczna  jest  funkcją  rozwoju  gospodarczego.  Podnoszenie  standardu  życia  mieszkańców  oraz  ich  świadomości,  to  nasz  wkład  w  jednoczącą  się  Unię.
-  Gdynia  jest  partnerem  wielu  miast  europejskich,  jak  np.  Karlskrona,  Kilonia,  Plymouth,  czy  Aalborg.  Czy  można  powiedzieć,  iż  współpraca  ta  przyniosła  miastu  jakieś  wymierne  korzyści?
-    Nie  można  przekładać  tych  relacji  wyłącznie  na  kalkulacje  ekonomiczne.  Największym  kapitałem  jest  w  tym  przypadku  wymiana  doświadczeń,  poznawanie  się  ludzi.  W  tym  sensie  odnieśliśmy  sukcesy.  Najlepszym  przykładem  jest  współpraca  z  Karlskrona,  czy  Kilonią,  gdzie  od  lat  odbywają  się  liczne  wymiany  młodzieży  na  różnych  poziomach.  Bezpośrednie  poznawanie  się  mieszkańców  nowej  Europy  jest  najlepszym  sposobem  nawiązywania  relacji  partnerskich.  Oprócz  tego  ważna  jest  również  wymiana  doświadczeń,  jak  nowocześnie  zarządzać  miastem,  a  także  umiejętność  przenoszenia  dobrych  wzorców  na  nasz  grunt,  korzystania  z  możliwości  nauki.  Myślę,  że  tę  lekcję  odrobiliśmy  i  dzisiaj  kształtujemy  nowoczesny  samorząd,  wyciągając  wnioski  i  doświadczenia  z  tej  współpracy.
-  Jakie  projekty,  czy  inwestycje  są  obecnie  dla  Gdyni  sprawą  priorytetową?
-    Bez  wątpienia  to,  co  realizujemy  przez  ostatnie  lata  szczególnie  intensywnie,  czyli  program  drogowy.  Układ  komunikacyjny  to  krwiobieg  miasta.  Program  drogowy  to  dla  miasta  wielki  wysiłek  finansowy;  koszty  realizacji  sięgają  400  milionów  złotych,  ale  mamy  świadomość,  że  te  pieniądze  dzisiaj  zainwestowane  tworzą  nowe  szansę  rozwoju  gospodarczego  Gdyni.  Dlatego  z  wielką  determinacją  ten  wielki,  nie  waham  się  powiedzieć  "historyczny"  projekt  realizujemy.
-  Gdynia  przeprowadziła  ostatnio  spektakularną  kampanię  reklamową  rozwieszając  billboardy  w  6  największych  miastach  Polski.  Odniosła  również  sukces  na  IX  Targach  Inwestycyjnych  Miast  Polskich  w  Poznaniu.  Jakich  efektów  spodziewają  się  władze  miasta  po  tego  rodzaju  promocji?
-    Cały  czas  szukamy  innych,  nowoczesnych  form  promocji  gospodarczej,  pokazania  potencjału  miasta,  co  pozwoli  przyciągnąć  inwestorów.  Każda  kolejna  inwestycja  w  mieście  to  nowe  miejsca  pracy  i  wyższy  standard  życia  mieszkańców.  To  również  dochody  dla  firm  realizujących  te  projekty.  Dlatego  ważne  są  nowe  formy  pokazania  się  z  jak  najlepszej  strony.  Promocja  oparta  na  eksponowaniu  swojej  historii  i  tradycji  odchodzi  powoli  do  lamusa.  Jako  miasto  nowoczesne  szukamy  innowacji  w  tym  zakresie.  Wynika  to  również  z  naszej  świadomości,  iż  Gdynia  nie  działa  w  próżni,  lecz  w  otoczeniu  regionalnym.  Region  natomiast  ulega  w  całej  skali  pewnej  stagnacji,  wolniej  się  rozwija  niż  byśmy  sobie  tego  życzyli.  Nie  chcemy  czekać  na  działania  regionalne,  "impulsy  z  góry".  Będziemy  sami  podejmować  działania,  mając  nadzieję,  że  będą  wpływać  na  dobry  rozwój  gospodarczy  Gdyni.
-  Trójmiasto  jest  obszarem  o  dość  gęstej  sieci  hiper  i  supermarketów  zachodnich  koncernów.  Doprowadza  to  do  sporów  i  protestów  rodzimych  handlowców.  Co  może  Pan  powiedzieć  o  polityce  władz  miasta  dotyczącej  rozwoju  sieci  obiektów  wielkoprzestrzennych.
-  Małe  podmioty  nie  są  do  końca  przygotowane  do  konkurencji  z  dużym  kapitałem  zachodnich  firm  inwestujących  w  nowoczesne  obiekty  handlowe.  Zjawisko  powstawania  hipermarketów  będzie  zachodziło  w  gospodarce  bez  względu  na  to,  czy  będą  one  lokowane  w  Gdyni,  czy  poza  jej  granicami.  Rzecz  polega  na  tym,  by  stworzyć  naszym  handlowcom  warunki,  aby  się  dobrze  przygotowali  do  tej  konkurencji.  Staramy  się  stymulować  procesy  podnoszące  jakość  obsługi  m.in.  poprzez  zainicjowanie  konkursu  na  najlepszy  sklep  w  dzielnicy.  One  mają  szansę  tkwiące  w  lepszej  dostępności,  wyższej  kulturze  obsługi,  czy  przyjaźności  dla  mieszkańców.  Wcale  nie  jest  tak,  że  te  małe  sklepiki  są  skazane  na  przegraną,  one  mogą  rywalizować,  jeśli  są  w  stanie  dostosować  swoje  potrzeby  do  konkretnego  klienta,  który  z  jednej  strony  może  raz  w  tygodniu  pojechać  zrobić  duże  zakupy  w  supermarkecie,  ale  na  co  dzień  kupować  w  sklepiku  osiedlowym.  Jeśli  będziemy  umieli  się  dostosować,  będziemy  umieć  rywalizować.  Właśnie  w  takim  kontekście  patrzę  na  te  inwestycje.  Nie  można  ich  postrzegać  jako  tragedii,  ale  jako  obiektywne  zjawisko  dobrze  zresztą  przyjmowane  przez  mieszkańców  miasta.  O  tym,  że  proces  powstawania  dużych  obiektów  handlowych  będzie  nadal  zachodził  może  świadczyć  fakt,  iż  Polska  jest  na  czwartym  od  końca  miejscu  w  Europie,  porównując  powierzchnię  sklepów  wielkoprzestrzennych  przypadającą  na  10tys.  mieszkańców.  Wyprzedzamy  pod  tym  względem  tylko  Rosję,  Albanię  i  Grecję.  Stawianie  więc  tezy,  że  samorząd  sztucznie  może  je  ograniczać  jest  nieprawdziwe.  Prawdą  jest  natomiast  to,  że  wspólne  partnerstwo  m.in.  poprzez  wspieranie  jakości,  czy  chociażby  realizowany  program  prywatyzacji  lokali  komunalnych  dla  stabilizacji  w  miejscu  pracy  da  rodzimym  kupcom  szansę  rozwoju.
wstecz  | do góry  | skomentuj artykuł  | spis artykułów  | spis numerów  | reklama  | strona główna PIPH  | drukuj  | administrator