
| MIASTO SUKCESÓW
Wywiad z Wojciechem Szczurkiem, prezydentem Gdyni
- Gdynia jest postrzegana jako miasto które odniosło w skali krajowej duży sukces gospodarczy. W czym Pana zdaniem tkwił klucz do tego sukcesu i jakie płyną z niego korzyści dla przeciętnego mieszkańca?
- Jednym z aspektów sukcesu jest niewątpliwie duża determinacja władz samorządowych. Zapoczątkowana w latach 90. polityka świadomego wspierania zarówno małych, jak i dużych podmiotów gospodarczych oraz przygotowanie gruntu pod wszelkiego rodzaju inwestycje dało efekty w postaci zwiększonego rozwoju gospodarczego. Porównując parametry z innymi miastami w Polsce, Gdynia bez wątpienia odniosła sukces, jednak zdajemy sobie sprawę, iż jest jeszcze bardzo wiele do zrobienia. Rozwój gospodarczy to również świadoma polityka władz samorządowych, dlatego nie spoczywamy na laurach w dążeniu do coraz lepszych wyników. Innym czynnikiem stymulującym rozwój jest kapitał ludzki. Analizując przypadek Gdyni należy nawiązać do historii miasta lat 20. i 30., kiedy to wiele osób przyjeżdżało z całego kraju, tutaj właśnie szukając swojej szansy na sukces. Znaczna część z nich mieszka nadal w Gdyni wytwarzając pozytywny klimat solidnej pracy, powodzenia i nowoczesności. To wyczuwa się w mieście, taki klimat wpływa bardzo pozytywnie na dynamikę rozwoju małych i dużych podmiotów gospodarczych.
- Miasto odniosło sukces w Polsce, a co według Pana może u progu XXI wieku zapewnić mu miano metropolii europejskiej?
- W tej kwestii trzeba wziąć pod uwagę przede wszystkim proces integracji z Unią Europejską i dostosowanie prawa do norm europejskich. To zadanie leży w rękach państwa. Miasto jest jednak czynnikiem wpływającym na pewne procesy w skali państwa. Podniesienie poziomu gospodarczego oraz standardu życia mieszkańców wpływa na wizerunek miasta, sprawia, że się lepiej rozwija. Jesteśmy świadomi tego, że mądre i nowoczesne miasto inwestuje w oświatę, także po to, by rozwijać gospodarkę. Podobnie pomoc społeczna jest funkcją rozwoju gospodarczego. Podnoszenie standardu życia mieszkańców oraz ich świadomości, to nasz wkład w jednoczącą się Unię.
- Gdynia jest partnerem wielu miast europejskich, jak np. Karlskrona, Kilonia, Plymouth, czy Aalborg. Czy można powiedzieć, iż współpraca ta przyniosła miastu jakieś wymierne korzyści?
- Nie można przekładać tych relacji wyłącznie na kalkulacje ekonomiczne. Największym kapitałem jest w tym przypadku wymiana doświadczeń, poznawanie się ludzi. W tym sensie odnieśliśmy sukcesy. Najlepszym przykładem jest współpraca z Karlskrona, czy Kilonią, gdzie od lat odbywają się liczne wymiany młodzieży na różnych poziomach. Bezpośrednie poznawanie się mieszkańców nowej Europy jest najlepszym sposobem nawiązywania relacji partnerskich. Oprócz tego ważna jest również wymiana doświadczeń, jak nowocześnie zarządzać miastem, a także umiejętność przenoszenia dobrych wzorców na nasz grunt, korzystania z możliwości nauki. Myślę, że tę lekcję odrobiliśmy i dzisiaj kształtujemy nowoczesny samorząd, wyciągając wnioski i doświadczenia z tej współpracy.
- Jakie projekty, czy inwestycje są obecnie dla Gdyni sprawą priorytetową?
- Bez wątpienia to, co realizujemy przez ostatnie lata szczególnie intensywnie, czyli program drogowy. Układ komunikacyjny to krwiobieg miasta. Program drogowy to dla miasta wielki wysiłek finansowy; koszty realizacji sięgają 400 milionów złotych, ale mamy świadomość, że te pieniądze dzisiaj zainwestowane tworzą nowe szansę rozwoju gospodarczego Gdyni. Dlatego z wielką determinacją ten wielki, nie waham się powiedzieć "historyczny" projekt realizujemy.
- Gdynia przeprowadziła ostatnio spektakularną kampanię reklamową rozwieszając billboardy w 6 największych miastach Polski. Odniosła również sukces na IX Targach Inwestycyjnych Miast Polskich w Poznaniu. Jakich efektów spodziewają się władze miasta po tego rodzaju promocji?
- Cały czas szukamy innych, nowoczesnych form promocji gospodarczej, pokazania potencjału miasta, co pozwoli przyciągnąć inwestorów. Każda kolejna inwestycja w mieście to nowe miejsca pracy i wyższy standard życia mieszkańców. To również dochody dla firm realizujących te projekty. Dlatego ważne są nowe formy pokazania się z jak najlepszej strony. Promocja oparta na eksponowaniu swojej historii i tradycji odchodzi powoli do lamusa. Jako miasto nowoczesne szukamy innowacji w tym zakresie. Wynika to również z naszej świadomości, iż Gdynia nie działa w próżni, lecz w otoczeniu regionalnym. Region natomiast ulega w całej skali pewnej stagnacji, wolniej się rozwija niż byśmy sobie tego życzyli. Nie chcemy czekać na działania regionalne, "impulsy z góry". Będziemy sami podejmować działania, mając nadzieję, że będą wpływać na dobry rozwój gospodarczy Gdyni.
- Trójmiasto jest obszarem o dość gęstej sieci hiper i supermarketów zachodnich koncernów. Doprowadza to do sporów i protestów rodzimych handlowców. Co może Pan powiedzieć o polityce władz miasta dotyczącej rozwoju sieci obiektów wielkoprzestrzennych.
- Małe podmioty nie są do końca przygotowane do konkurencji z dużym kapitałem zachodnich firm inwestujących w nowoczesne obiekty handlowe. Zjawisko powstawania hipermarketów będzie zachodziło w gospodarce bez względu na to, czy będą one lokowane w Gdyni, czy poza jej granicami. Rzecz polega na tym, by stworzyć naszym handlowcom warunki, aby się dobrze przygotowali do tej konkurencji. Staramy się stymulować procesy podnoszące jakość obsługi m.in. poprzez zainicjowanie konkursu na najlepszy sklep w dzielnicy. One mają szansę tkwiące w lepszej dostępności, wyższej kulturze obsługi, czy przyjaźności dla mieszkańców. Wcale nie jest tak, że te małe sklepiki są skazane na przegraną, one mogą rywalizować, jeśli są w stanie dostosować swoje potrzeby do konkretnego klienta, który z jednej strony może raz w tygodniu pojechać zrobić duże zakupy w supermarkecie, ale na co dzień kupować w sklepiku osiedlowym. Jeśli będziemy umieli się dostosować, będziemy umieć rywalizować. Właśnie w takim kontekście patrzę na te inwestycje. Nie można ich postrzegać jako tragedii, ale jako obiektywne zjawisko dobrze zresztą przyjmowane przez mieszkańców miasta. O tym, że proces powstawania dużych obiektów handlowych będzie nadal zachodził może świadczyć fakt, iż Polska jest na czwartym od końca miejscu w Europie, porównując powierzchnię sklepów wielkoprzestrzennych przypadającą na 10tys. mieszkańców. Wyprzedzamy pod tym względem tylko Rosję, Albanię i Grecję. Stawianie więc tezy, że samorząd sztucznie może je ograniczać jest nieprawdziwe. Prawdą jest natomiast to, że wspólne partnerstwo m.in. poprzez wspieranie jakości, czy chociażby realizowany program prywatyzacji lokali komunalnych dla stabilizacji w miejscu pracy da rodzimym kupcom szansę rozwoju.
|